Jeśli nie możesz znaleźć motywacji….użyj reguły 5 minut. Powiedz sobie, że będziesz to robić, tylko przez 5 minut. Po 5 minutach, możesz przestać to robić, albo kontynuować (często mamy ochotę kontynuować). Zaangażuj się w hobby- jeśli nie masz żadnego, znajdź jakieś! Co lubiłaś/eś robić w przeszłości ?
zdradziłem- nie umiem dać sobie rady - Netkobiety.pl Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy
Nie jestes tutaj sama gosc1245. Ja rowniez nie potrafie ulozyc sobie zycia, pomimo, ze mam juz 35 lat. W zyciu na zadnej randce, w zadnym zwiazku, ogolnie zmarnowana mlodosc. Rady zadnej ci nie dam, bo sam sobie nie potrafie pomoc. Nie wiem,co daja roznorakie terapie, ale wedlug mnie, tylko Bóg moze nas naprawic.
Nie tylko ból w klatce piersiowej. Po tym poznasz, że serce nie daje sobie rady. Nie przegap objawów i rozpoznaj chorobę serca. Wymioty
A ja sobie nie radzę, mam myśli samobójcze, nie sypiam, nie jem. Wstyd mi przed całym miastem, bo mieszkamy w małym. Sąsiadom nagadał, że zabieram mu pieniądze. A trzymam je z mamą, bo on gubi, wydaje na alkohol. No, i ma OGROMNE luki w pamięci, nie pamięta, co było dwadzieścia minut temu.
W ostatniej dekadzie antyżydowskie resentymenty stały się w RFN bardziej widoczne, doświadczamy więcej antysemityzmu w życiu codziennym – ocenił przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech Josef Schuster w wywiadzie dla dziennika „Berliner Zeitung”. Niemcy na walkę z antysemityzmem wydadzą fortunę. „Zagrożone życie
. jaktozmienic Dołączył: 2014-03-20 Miasto: kraków Liczba postów: 6 20 marca 2014, 22:34 Chyba odpycham od siebie ludzi. Nie wiem czym. Fakt, obiektywnie mówiąc- jestem brzydka. Ważę z 10kg za dużo, to nie tragedia, ale z twarzy nie wyglądam najlepiej. Pewnie gdybym schudła wyglądałoby to inaczej, ale na razie mi to nie wychodzi. Trochę schudnę, trochę przytyję... ale do celu nie dociągnęłam. Albo nagłe załamanie, albo problemy ze zdrowiem, ciągle coś. Ale postanowiłam twardo, ze w końcu schudnę. I chociaż wizualnie dobre wrażenie będę robić. Może...Ale nie wiem na ile zmieni to moje życie. Bo nie wiem w czym jest problem. Naprawdę. Mam poczucie humoru, potrafię żartwować z siebie, mimo że jestem nieśmiała. Zresztą... wyrobiłam w sobie taką barierę ochronną. Że niby jestem pewna siebie (no, w miarę), że nie przeszkadza mi mój wygląd i że mam znajomych jak normalny człowiek. Rodzice myślą że na studiach ciągle gdzieś chodzę, a ja nie mam z kim. Ale nie mam z nimi na tyle dobrego kontaktu, żeby powiedzieć że jestem samotna. Nie umiem z nimi szczerze o tym rozmawiać. Nie mamy niby takich złych kontaktów, ale są takie trochę bo ja wiem... płytkie? Nigdy nie okazywaliśmy sobie uczuć, ani się przytulić, ani powiedzenie że się kocha... Nie umiem tak. Po prostu nie dlatego, że jestem strasznie samotna? Od podstawówki. Najlepiej wspominam wczesne dzieciństwo- jeszcze przed podstawówką. Byłam pełna życia, wesoła, wszędzie mne było pełno, miałam przyjaciela- sąsiada i masę znajomych z osiedla. Ale jak poszliśmy do szkoły, wszystko się jakoś rozleciało. W klasie znalazłam przyjaciółkę (tak to szumnie nazywałyśmy) ale z powodu problemu w klasie z jednym chorym chłopakiem, ktoremu chyba jako jedyna się postawiłam (nawet nauczyciele się go bali) musiałam zmienić klasę. On mnie prawie pobił, w szkole nie chcieli nic z nim zrobić, musiałam zmienić klasę a przy okazji szkołę. I tak rozleciała się ta wielka "przyjaźń" W nowej klasie zawsze byłam trochę z boku, na początku było ok, a później jakoś tak zaczynały się rozluźniać stosunki. Tak samo było w gimnazjum a później z liceum. Nie byłam zapraszana na imprezy, na studniówkę też nie poszłam, bo nawet nie miałam z kim. To nie tak że nie wychodziłam nigdzie, chodziłam na treningi, ale tam też byłam jakby z boku. Skończyły się treningi, urwały się mam 21 lat (zaraz 22), nic się nie zmieniło. Nigdy nie miałam nawet chłopaka. rodzinnego miasta utrzymuję kontakt tylko z jedną osobą. Do reszty nawet nie mogłabym z byle pierdołą zadzwonić, po prostu nie mamy nic na studiach... jestem już na drugiej uczelni, bo z jednego kierunku zrezygnowałam, poszłam na inny, w innym mieście. Znowu spośród 120 osób jakiś kontakt mam z 2... Na imprrezy też nie chodziłam, specjalnie poza 4-5 osobami nawet nie było z kim pogadać. Przez rok. Po roku przeniosłam się na inny kierunek i liczyłam na to że coś się zmieni. Zresztą zawsze na to liczyłam. Idąc do gimnazjum, do liceum, na jedną uczelnię, drugą. marzenia i mrzonki... Ja łatwo nawiązuję kontakty. Bardzo łatwo. Ale poźniej jakoś wszystko się rozsypuje. Od października jestem na nowej uczleni... W tej chwili nie mam nikogo bliższego. Nie jestem zapraszana na imprezy (ależ zaskoczenie!) Dzisiaj większość mojego roku jest na imprezie, z której zrobili wręcz konspirację przede mną. Nie wiem czemu, nie pchałabym się przecież tam gdzie mnie nie chcą. A najwyraźniej nie chcą. Chciało mi się ryczeć na wykładzie, przeryczałam już w domu- pół wieczoru. Jak ja mam z nimi studiować trzy lata? Wszyscy, wszyscy pozaznajamiali się z kimś, spotykają poza zajęciami, a ja z nikim. Lubię mój kierunek, ale odechciewa mi się studiować. Codziennie idę z taką myślą, że nawet nie ma z kim pogadać. Tzn na codzienne tematy i o uczelni- owszem. Ale nic więcejA to nie tak że trzymam się z boku, czy się nie odzywam. Nie. Zażartuję nawet, pośmieją się. Ale jakoś nie chcą ze mną spędzać Ja naprawdę nie wiem, czym ja tak odpycham ludzi. Niemożliwe chyba, że wyglądem? Nie ja jedna najpiękniejsza nie jestem. A ja jedna mam taki jak wydaje mi się, że jest wszyskto ok... Przy pierwszych studiach mieszkałam z jednymi ludźmi przez rok i fajnie nam było, razem jeździliśmy na rowerach, rolki, czasami bieganie, zakupy, oglądanie filmów... długie rozmowy. A jak się wyprowadziłam to koniec. Miałam zawsze móc wpaść, przenocować... A odezwałam się kilka razy, oni ani razu, więc w końcu stwierdziłam że przestanę się narzucać. Bo jak to nazwać? I tak po roku studiowania nawet nie miałabym u kogo przenocować w tym wiem jak to dalej będzie. W szkole to jeszcze- wracałam do domu i zawsze coś tam ciekawego się działo. A teraz? Siedzę sobie z książkami i internetem. Bo co mam robić? Napiszecie wyjśc do ludzi. Ale ja tyle razy już wychodziłam... Nigdy nie znalazłam dobrych znajmych, nikt nie chce spędzać ze mną czasuMam zainteresowania. Uwielbiam czytać, robić zdjęcia (ale nie mam kasy na dobry sprzęt) interesuję się motocyklami, kocham zwierzęta... ale i tak przecież większość osob nawet mnie nigdy nie poznało. Bo głupie, ale tęsknie za wakacjami, które przesiedzę w domu. Ale nie będe musiała chodzić na uczelnie z ludźmi ktorzy mnie po prostu nie lubią. Chociaż może to złe określenie. Ja po prostu dla nich jestem, ale równie dobrze mogłoby mnie nie być. Nie robi to nikomu mnie sytuacja na studiach. Nawet w czasie okienka nie ma z kim posiedzieć, a jak już to czuję się jak piąte koło u wozu. Tak samo jak się do kogoś dosiadam, jakby mówili " a ty tu po co"?Już sobie z tym nie daję rady. Ja nie potrafię tak sama siedzieć, jest mi diabelnie przykro. Chociaż powinnam się przyzwyczaić. Szkoda tylko że tak dużą część życia spędzam na uczelni. Chętnie bym te studia rzuciła, ale co dalej? Zresztą lubię mój kierunek i chce go skończyć. Najchętniej przewinęłabym te dwa i pół roku i miała już studia za sobą. Najlepszy okres w życiu człowieka..taa....Czasami aż myślę że to moje życie całkiem bez sensu jest. Edytowany przez jaktozmienic 20 marca 2014, 22:39 Dołączył: 2011-01-02 Miasto: Liczba postów: 6490 20 marca 2014, 22:59 Nie obraz sie za pytanie, ale to jedyna rzecz, ktora przyszla mi do glowy (bo faktycznie nawet po tym poscie mozna wywnioskowac, ze jestes raczej osoba otwarta i mozna sie z Toba jakos porozumiec) Jak u Ciebie z higiena? Moze nieladnie od Ciebie pachnie potem czy z ust?Jesli tu jest wszystko ok to nie wiem...Chociaz jest na to jeden sposob, ktory sprowadza sie do proznosci ludzkiej - ludzie lubia mowic o sobie, jesli czuja, ze ich sluchasz i faktycznie wczuwasz sie w to co mowia. Jesli kontynujesz rozmowe zadajac jakies pytania, a potem pamietasz co ta osoba mowila i np. za pare dni zapytasz sie powiedzmy jak tam randka sie udala/ jak bylo na silowni etc. w zaleznosci o czym rozmawialyscie to jakas tamn mikro wiez sie nawiazuje i mozna sprobowac budowac relacje glebiej np. zapytac sie czy pojdzie z Toba do kina, na zakup czy lody Dołączył: 2007-08-31 Miasto: Yp Liczba postów: 4815 20 marca 2014, 23:11 kurcze, troche marnujesz najlepsze lata zycia. co do tej samotnosci - JA MAM TAK SAMO, tylko troche z innej perspektywy. chyba jestem samotnikiem z wyboru. niby teksnie za ludzmi, ale w sumie... eeee ...mam tyle innych, ciekawych rzeczy do robienia. sprawiam wrazenie osoby towarzyskiej, powaznie, ale wcale taka sie nie czuje i mam doslownie 2 przyjaciol i faceta. pomysl jakie masz zainteresowania i sprobuj je troche rozwinac. badz interesujaca. moze jakis jezyk obcy, wolontariat w schornisku (przeciez lubisz zwierzeta), moze kurs tanca (np. salsa solo)szukaj atutow - ok nie masz za duzo znajomych, ale masz czas dla SIEBIE, mozesz znalezc prace tymczasowa, zaczac biegac, sa ksiazki o samorozwoju - moze warto je przeczytac, dzial psychologia w bibliotece. nie mozna sie narzucac - masz racje, ale warto byc usmiechnietym, chetnym do nawiazania kontaktu i sluchania drugiej ososby. i pomysl co chcesz w zyciu robic....co po studiach? co to za siedzenie w domu w wakacje/?????!!! na garnuszku rodziców?staz, wolontariat, praca za granica - nie marnuj czasu! nigdy wiecej w zyciu nie bedziesz miec tyle czasu i mlodosci. ciezko mi w pracy, jezu - 8h codziennie 5x tydzien, nie ma ferii, nie ma swiat (na wielkanoc tylko jeden dzien wolny!), 3miechow wakacji - bywalo roznie na moich studiach zabawnie i strasznie, bogato (zwiedzialm kawal europy) i biednie (byl czas kiedy nie mialam kasy nawet na jedzenie), nudno i fajnie, a dzis po roku pracy za biurkiem - troche tesknie za wolnoscia, zmiennoscia i spontanem. moj spontan to wyprowadzka na drugi koniec polski do pracy i na tym sie do gory, nie marudz i nie marnuj zycia. od CIebie zalezy czy to pusta szklanka. czy do polowy pelna. anjova 20 marca 2014, 23:50 Mam głupsze pytanie. Posiadasz fejsbuka?Jeśli tak to co za problem samej zrobić pierwszy krok, zaprosić do znajomych, zagadać, napisać, udzielać się, cokolwiek! ;) Edytowany przez 20 marca 2014, 23:52 kapuczino 20 marca 2014, 23:51 chyba cię nie pociesze, ale to sie raczej nie zmieni. Ja bym raczej na twoim miejscu pogodziła się z sytuacją. Tką masz osobowość, charakter i tego się nie da zmienić. MOim zdaniem powinnaś wyszukać w grupie osoby najbardziej nieśmiałe, te ktore najciężej zawiązują znajomości i z nimi sie trzymać. Takie osoby zawsze są chętne na nowe konatkty. Zawsze lepiej mieć takich znajomych, by móc z nimi pogadać spotkać sie czy choćby przeżyć jakoś te godziny spędzone na uczelni. Dołączył: 2010-02-16 Miasto: Elbląg Liczba postów: 1151 21 marca 2014, 08:54 chyba cię nie pociesze, ale to sie raczej nie zmieni. Ja bym raczej na twoim miejscu pogodziła się z sytuacją. Tką masz osobowość, charakter i tego się nie da zmienić. MOim zdaniem powinnaś wyszukać w grupie osoby najbardziej nieśmiałe, te ktore najciężej zawiązują znajomości i z nimi sie trzymać. Takie osoby zawsze są chętne na nowe konatkty. Zawsze lepiej mieć takich znajomych, by móc z nimi pogadać spotkać sie czy choćby przeżyć jakoś te godziny spędzone na to znowu będą puste znajomości zawierane tylko z powodu strachu przed samotnością Dołączył: 2010-02-16 Miasto: Elbląg Liczba postów: 1151 21 marca 2014, 09:32 Ja bym ci radziła zająć się sobą i cieszyć się chwilą. W życiu tak jest, że większość przyjaźni się rozwala, gdy tylko kończy się szkoła, wspólne miejsca, gdzie się spędza czas. Niepotrzebnie się zadręczasz i wpadasz w jakieś natręctwo w szukaniu trwałych przyjaźni, których jest tak naprawdę bardzo mało. Prawdziwego przyjaciela szuka się jak ze świeczką, raczej większość relacji to luźne znajomości, które się szybko kończą. Ludzie zawierają większość relacji, bo mają jakieś interesy i czegoś od siebie chcą, a jak to dostaną, to idą dalej. Także radzę ci wyluzować i zająć sobą, myśleć więcej o sobie, niż o innych. Zasada jest taka- najpierw dbasz o swojego ducha, czyli o swoje dobre samopoczucie, a potem o innych. jeśli będziesz nieszczęśliwa, to każdy to zauważy. Jak będziesz radosna w sobie, to będzie przyciągała podobnych ludzi. Może przyciągasz niewłaściwych ludzi, których podświadomie nie lubisz. Albo kierunek studiów nie jest dla ciebie i dlatego nie pasujesz. Mnie np. ciekawi wiele rzeczy, ale nie chciałabym się nimi zajmować zawodowo. Np. na studiach prawniczych bym się udusiła od perfekcjonizmu i sztywnych kołnierzyków, ale np. na projektowaniu lub dekorowaniu byłabym rada - szukać sobie chłopaka, a nie przyjaciółek. Tobie właśnie brakuje faceta, bo się czujesz samotna. Brak ci miłości i wsparcia. Takiej właśnie trwałej relacji, a nie koleżanek, z którymi są raczej powierzchowne relacje. To z mężczyzną będziesz sobie układała życie, a nie z koleżankami. To mężczyzna powinien być ważniejszy od koleżankek. Powinnaś szukać aż do skutku, aż znajdziesz odpowiedniego faceta. Na pewno jest ci ktoś przeznaczony. Nie można się poddawać, jeśli jeden czy dwóch cię rzuci, lub kilka randek nie wypali. Trzeba iść dalej. Jeśli brakuje ci imprez i życia towarzyskiego, to musisz się zacząć wkręcać na imprezy i to chamsko, bo tak właśnie robi większość osób. Nie zauważyłaś, że wszyscy wszystkich obgadują za plecami, przecież wszędzie jest obłuda i mało ludzi tak naprawdę się lubi, ale ludzie lubią sie bawić. Zabawa to luz i swoboda, wtedy nie szukasz poważnych rozmów, tylko wrzucasz na luz, dostrajasz do grupy i uśmiechasz, śmiejesz, bo ludzie najbardziej nie lubią, gdy ktoś zrzędzi lub jest nieobecny cię nie zapraszają, bo ciebie nie znają lub myślą, że nie chcesz lub nie lubisz imprez. Albo boją się, że się do nich przykleisz i się nie odkleisz. Taka postawa zadręcza innych. Nikt nie lubi, jak się ktoś uwiesza na drugim człowieku, każdemu trzeba dać oddychać, szczególnie przyjacielowi, nawet chłopakowi. Dołączył: 2009-08-24 Miasto: Tajemnica Liczba postów: 1287 21 marca 2014, 11:39 Hm, jakbym czytała historię znajomego. Fakt, chłopak naprawdę nie grzeszy urodą , ale jest bardzo inteligentny, wykształcony i mądry. Miał kobietę kilka lat, ale wszystko się rozsypało . Ale facet ma coś w sobie co ludzi właśnie odpycha. Garstka znajomych , multum mocnych zainteresowań i świetne poglądy, ale dopiero kiedy pozna się go bliżej ( a to trwa np. kilka lat) można z nim normalnie porozmawiać. I tu nie chodzi o to, że jest nieśmiały, bo nie jest, ale nie radzi sobie w kontaktach międzyludzkich. I czuje sie samotnie... Z tym , że u niego to ma podłoże z kilku lat wstecz, zly wpływ niektórych ludzi. Pamiętam ,że kiedyś nie potrafiłam z nim pogadać kilka minut bo od razu denerwował mnie swoją "gadką " - a miał już ponad 20 lat na karku. Dopiero teraz po kilku latach ( jest starszy ode mnie ) mogę dowiedzieć się od niego ciekawych rzeczy, wygadać czy wysłuchać. Ma świetną cechę - faktycznie ma koleżeńskie zamiary, nigdy nie wysyłał żadnych aluzji, nie komentuje w żaden sposób, traktuje mnie właśnie jak kumpla ;) Musisz uzbroić się w cierpliwość, zobaczysz za jakiś czas sytuacja się zmieni, zmienisz otocznie, pójdziesz do pracy będzie inaczej. Nie wszystko stracone, będzie lepiej ;) jaktozmienic Dołączył: 2014-03-20 Miasto: kraków Liczba postów: 6 21 marca 2014, 13:27 Natala17 napisał(a): Musisz uzbroić się w cierpliwość, zobaczysz za jakiś czas sytuacja się zmieni, zmienisz otocznie, pójdziesz do pracy będzie inaczej. Nie wszystko stracone, będzie lepiej ;) Zmienię otoczenie... za 2,5roku dopiero... a jak przetrwać ten czas? I czy znowu nie będzie tak samo? jaktozmienic Dołączył: 2014-03-20 Miasto: kraków Liczba postów: 6 21 marca 2014, 13:30 27Agnieszka27 napisał(a):. To mężczyzna powinien być ważniejszy od koleżankek. Powinnaś szukać aż do skutku, aż znajdziesz odpowiedniego faceta. Na pewno jest ci ktoś przeznaczony. Nie można się poddawać, jeśli jeden czy dwóch cię rzuci, lub kilka randek nie wypali. Trzeba iść dalej. Jeśli brakuje ci imprez i życia towarzyskiego,Jakie rzuci... problem w tym że jeszcze nigdy nikt się mną nie napisał(a):Mam głupsze pytanie. Posiadasz fejsbuka?Jeśli tak to co za problem samej zrobić pierwszy krok, zaprosić do znajomych, zagadać, napisać, udzielać się, cokolwiek! ;)Posiadam, zagadywałam, ale zawsze z drugiej strony rozmowa się urywa. Albo jak się umowimy to zaraz coś jednak wypada i nic z tego nie wychodzisweeetdecember napisał(a):Nie obraz sie za pytanie, ale to jedyna rzecz, ktora przyszla mi do glowy (bo faktycznie nawet po tym poscie mozna wywnioskowac, ze jestes raczej osoba otwarta i mozna sie z Toba jakos porozumiec) Jak u Ciebie z higiena? Dbam o siebie...
Witam Na imię mi Zosia i piszę tutaj tak po prostu,żeby się wygadać. Rady nie szukam, bo na mój problem,żadnego sensownego rozwiązania nie widzę. Od kilku lat nie najlepiej się czuję. Przestałam odczuwać pozytywne emocje, bardzo łatwo reaguję złością i ciągle jestem smutna. Problemem jest dorosłe życie, w które powolutku wchodzę i już widzę same wady. W tym roku będę kończyła studia, zamierzam iść potem do szkoły policealnej, pouczyć się do matury z biologii i rozpocząć inny kierunek,który bardziej mnie interesuje. Jednak po tych 3 latach studiowania wrobiłam sobie bardzo negatywną (a raczej smutną) opinie na temat dorosłości i ogólnie studiowania. Zacznę może od tego,że nie jestem osobą niesamodzielną. Doskonale daje sobie radę z różnymi sprawami do załatwienia, gotować i zadbać o siebie też potrafię, więc to nie jest dla mnie problem, a wręcz cieszę się,że w załatwianiu własnych spraw nikt mnie nie wyręcza. Z nauką też nie mam problemów, uczę się dobrze i otrzymuję stypendia naukowe. Problemem są dla mnie kontakty międzyludzkie. Po 3 latach na studiach nadal nie mam z kim wyjść na piwo, czy porozmawiać podczas przerw. Całe dnie spędzam w akademiku nudząc się. To nie jest tak,że nic z tym nie robiłam. Próbowałam zagadywać do tych ludzi, wkręcić się w rozmowę ale oni mają mnie totalnie gdzieś. Nikogo tutaj nie obchodzę, dosłownie. Mam wrażenie,że tak już będzie zawsze. Bardzo brakuje mi tej typowo szkolnej atmosfery, gdzie każdy w klasie był ważny, nawet jak ktoś odstawał to i tak znalazły się dobre duszyczki,które z taką osobą czasem porozmawiały, brakuje mi nauczycieli,których interesuje co się z nami dzieje, brakuje mi nawet tych sytuacji, kiedy kłótnie, bójki, czy dziwne zdarzenia nie umykały pedagogom. Brakuje mi luzu na lekcjach, rozmów z nauczycielami i partnerskich relacji. I wreszcie, brakuje mi normalnych, wyluzowanych rówieśników z poczuciem humoru. Brakuje mi tych wieczornych wyjść raz na miesiąc pod wiadukt z tanim winiaczem, rozmów o głupotach i ciekawych przygód, jak zaczepianie ludzi (w sensie pozytywnym) i poznawanie w ten sposób nowych osób. Na studiach boleśnie przekonałam się, że nic dla nikogo nie znaczę i że mojej nieobecności nikt by nie zauważył. To potwornie boli. Nikt się nie interesuje,czy istniejesz i co się z tobą dzieje. Masz zaliczać. Tylko to się liczy. Lub siedzieć bezczynnie na wykładach, gdzie wykładowca gada przez 1,5 godziny, nie nawiązuje prawie żadnego kontaktu ze studentami i tak dzień w dzień. Studenci wcale nie lepsi, nie jest tak jak ludzie opowiadają, że imprezy, fajni ludzie, nic z tych rzeczy! Ci ludzie nawet nie są zainteresowani rozmową ze mną. Kiedy zagaduję do kogoś, to ta osoba wydaje się nie słuchać, potakuje tylko i tyle. Moje kontakty opierają się tutaj na zasadzie przysług, czysto przedmiotowe są, bo nikt nie jest zainteresowany niczym więcej. Próbowałam wkręcić się w towarzystwo kilku osób, to bez wzajemności. Owszem, kiedy zagadywałam to z łaski swojej odpowiadali ale to za każdym razem ja musiałam zaczynać rozmowę, gdy tego nie robiłam to mogłam sobie stać bezczynnie przed salą i nikt sam nie podszedł. Nie jestem typem desperatki, nie daję się wykorzystywać, więc odpuściłam, bo nie mam zamiaru się prosić o łaskę tych ludzi. Mam specyficzny charakter ogólnie. Jestem osobą bardzo spontaniczną, trochę nadpobudliwą. W szkole zawsze przyjmowałam rolę błazna klasowego,która mi odpowiadała, bo mam duże poczucie humoru i lubię się śmiać. Na studiach jednak trafiłam na samych sztywniaków. Nikogo nie śmieszą moje żarty, nie potrafię się totalnie zestroić z tymi ludźmi, atmosfery nie mogę rozluźniać, bo to "już nie wypada". Wykładowcy traktują nas jak dorosłych 40 latków, skrajnie odpowiedzialnych i poważnych i odnoszę wrażenie,że niektórym naprawdę do tego niedaleko. Tematów ze studentami też nie mam. Brakuje mi w tych rozmowach luzu, swojskiej atmosfery i gadania na ciekawe tematy. Zamiast tego jak już raz na rok do kogoś zagadam, to dostaję 10 minutową rozmowę o drodze na Śląsk, korkach i krzywej jezdni, albo ładowarkach do telefonu, różnych typach tych ładowarek i w kółko takie nudne tematy i to wszystko w takim naukowym, elokwentnym języku, że normalnie wolę się wycofać z tej rozmowy, bo czuję się jak debil. Każdy z was pewnie pamięta sytuacje, za dzieciaka,kiedy to siadało się przy stole i dorośli gadali. O takich nudnych rzeczach,że rzygać się chciało. Dokładnie tak się czuje wśród studentów. Porażka... I ten wszechobecny egocentryzm. Owszem, każdy jest trochę egoistą, to nawet w sumie dobrze ale to co się tutaj odprawia przekracza wszelkie granice dobrego smaku. W liceum mieszkałam przez pewien czas w internacie i atmosfera była nieziemska. Już w pierwszy dzień po wprowadzeniu się, zapukali do mnie ludzie z chęcią integracji. Każdy był ze sobą na "cześć", bywały wspólne wypady na miasto, a i współlokatorkę miałam ciepłą, miłą i życzliwą. Teraz mieszkam w akademiku i jest totalnie na odwrót. Ludzie się unikają, imprezy są tylko w zamkniętym gronie, zamiast normalnego, ludzkiego kontaktu panoszy się donosicielstwo, a moje współlokatorki to takie egoistki, że szok. Pokój mamy malutki, ledwo się mieścimy we dwójkę ale ze sprzątaniem jest problem. Dzisiaj się wkurzyłam, wysprzątałam cały pokój i mówię o tym swojej współlokatorce, gdy przyszła z zajęć i uprzedziłam ją,że teraz będzie jej kolej,żeby posprzątać, to dowiedziałam się, że ona ostatnio sprzątała ale "swoją część". No w szoku byłam... Te pokoje są tak malutkie, że ona chyba musiała linijką te śmieci rozdzielać, żeby nie daj boże nie posprzątać czegoś po mojej stronie... Nie wspomnę już o tym,że z nią również nie mam kontaktu,bo siedzi zajęta sobą i przez całe dnie poza "cześć" i "pa", albo "mogę pożyczyć.." nie zamieniamy ani jednego słowa. Próbowałam zagadywać ale kiedy okazało się,że laska potrafi rozmawiać tylko o sobie to zrezygnowałam..... Czuje się tutaj niechciana. To duży problem dla mnie. Jestem totalnie samotna na studiach, nie mam do kogo gęby otworzyć. Pozostaje też świadomość tego, że tak będzie chyba zawsze... Próbowałam integrować się w innych miejscach w mieście,w którym studiuje ale ludzie są dosłownie wszędzie tacy sami. Wszędzie ten sam schemat komunikacji, czyli płytka,egoistyczna towarzyskość na zewnątrz,a w środku bezgraniczne poczucie odpowiedzialności i niezdolność do wyluzowania. Tak to odbieram. Czy tak będzie już zawsze? Wydaje mi się,że jestem niedojrzała przy tych ludziach, że nie osiągnęłam tego poziomu dorosłości i dlatego ich nie rozumiem -__- Już trzy lata po liceum,a ja wciąż myślami jestem w tamtym okresie, z tamtymi ludźmi i tamtą atmosferą.... Nastrój na tych studiach mam fatalny. Częste wahania nastroju, brak pozytywnych uczuć, ciągła nuda, dodatkowo zaczęłam objadać się słodyczami, jem mniej więcej reklamówkę słodyczy dziennie, za każdym razem jak trochę posmutnieję... Mam w sobie ogromne pokłady, niewyładowanej energii, ciągle mnie nosi, żeby dodać jakiś śmieszny komentarz na zajęciach, albo rozluźnić atmosferę, albo po pierwsze i tak nikogo to nie śmieszy, po drugie "nie wypada",a po trzecie mam tak słabe kontakty z tymi ludźmi i tak rzadko się odzywam, że i tak wyszłabym teraz na dziwaczkę. Mam wrażenie,że nie wolno mi być sobą. Porażka..
Kompetencje cyfrowe, komunikacja interpersonalna, a może wiedza o ekologii i zdrowym odżywianiu? Co teraz trzeba umieć, aby poradzić sobie w życiu i szybko zmieniającym się świecie? Czy istnieje jakiś optymalny zestaw kompetencji, który zapewni nam szczęście i sukces? Pewne wskazówki dają badania WHO. Co to są umiejętności życiowe? Umiejętności życiowe (life skills) to kompetencje (umiejętności) psychospołeczne – dzięki nim przekładamy wiedzę, postawy i wartości na działanie. Według definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 1997 r. to „umiejętności umożliwiające człowiekowi pozytywne zachowania przystosowawcze, dzięki którym może skutecznie radzić sobie z zadaniami (wymaganiami) i wyzwaniami codziennego życia”. Nową definicję umiejętności życiowych opracowali w 2018 r. partnerzy projektu Life Skills in Europe (LSE). Według nich „umiejętności życiowe stanowią element możliwości życia i pracy w określonym kontekście społecznym, kulturowym i środowiskowym. Rodzaje umiejętności życiowych pojawiają się jako odpowiedź na potrzeby jednostki w rzeczywistych sytuacjach życiowych.” Z perspektywy promocji zdrowia i pierwotnej profilaktyki WHO wyróżnia dwie grupy umiejętności: Umiejętności podstawowe dla codziennego życia umożliwiające dobre samopoczucie, relacje interpersonalne i zachowania sprzyjające zdrowiu Umiejętności specyficzne rozwijane w powiązaniu z umiejętnościami podstawowymi i umożliwiające radzenie sobie z zagrożeniami np.: asertywne odmawianie używania narkotyków, uczestniczenia w aktach przemocy itd. Co trzeba umieć w XXI wieku? Departament Zdrowia Psychicznego WHO zidentyfikował pięć obszarów podstawowych umiejętności życiowych, które są uniwersalne niezależnie od uwarunkowań kulturowych: Podejmowanie decyzji i rozwiązywanie problemów – poszukiwanie alternatyw, ocena ryzyka, uzyskiwanie informacji i ich ocena, ocenianie konsekwencji działań i zachowań, stawianie sobie celów Twórcze i krytyczne myślenie – zdolność tworzenia nowych punktów widzenia, wykorzystywanie, analizowanie i syntetyzowanie oraz ocena informacji, obserwacja, zdobywanie doświadczeń, refleksja, rozumowanie i komunikacja Komunikacja i umiejętności interpersonalne – aktywne słuchanie, przekazywanie i przyjmowanie informacji zwrotnych, komunikacja werbalna i niewerbalna, asertywność, umiejętność negocjowania, rozwiązywania konfliktów, współdziałanie, praca w zespole Samoświadomość i empatia – samoocena, identyfikacja własnych mocnych i słabych stron, pozytywne myślenie, budowanie obrazu własnej osoby i własnego ciała Radzenie sobie z emocjami i stresem – samokontrola, radzenie sobie z presją, lękiem, trudnymi sytuacjami, poszukiwanie pomocy, zarządzanie czasem Dlaczego akurat te umiejętności? WHO świadomie postawiła na umiejętności psychospołeczne, a nie praktyczne jak np. gotowanie czy zarządzanie finansami. Są to szerokie umiejętności, które można rozwijać na przestrzeni czasu poprzez świadomy wysiłek, podnosząc własną skuteczność, poczucie na sensu i zdolności poznawcze. Ponadto umiejętności te wzajemnie łączą się i wpływają na siebie. Poprawa umiejętności komunikacji może mieć wpływ na zarządzanie stresem, umiejętność krytycznego myślenia pomoże nam w podejmowaniu decyzji, zaś rozwój empatii może wpływać na poprawę komunikacji i tak dalej. Kto i kiedy nas tego nauczy? Potrzeba rozwijania u dzieci i młodzieży umiejętności życiowych nie jest czymś nowym – zawsze było to głównie zadanie rodziców (rodziny) przy wsparciu szkoły. Nowym elementem koncepcji proponowanej przez WHO jest szersze włączenie edukacji w zakresie umiejętności życiowych do podstawowych zadań szkoły. Dotychczas rozwój kompetencji miękkich uczniów i studentów koncentrował się głównie na potrzebach rynku pracy i wymaganiach branżowych. Rekomendowane przez WHO podejście ukierunkowane na rozwijanie umiejętności życiowych (life skills approach) to edukacja szkolna nie ograniczającą się do przekazywania informacji, lecz zachowującą równowagę między trzema komponentami: wiedza + postawy i wartości + umiejętności Rozwijanie tych umiejętności ma szczególne znaczenie w młodym wieku, gdyż sprzyja: prawidłowemu rozwojowi psychospołecznemu, realizacji zadań rozwojowych i zaspokajaniu potrzeb przygotowaniu do życia w zmieniającym się świecie, radzeniu sobie z trudnościami pierwotnej profilaktyce w zakresie wielu problemów zdrowotnych i społecznych W ostatnich latach coraz więcej państw dostosowuje swoje systemy edukacji do realiów współczesnego życia społecznego i gospodarczego. W części krajów Unii Europejskiej wprowadzono już odrębne przedmioty szkolne poświęcone rozwojowi osobistemu i społecznemu. W Polsce, mimo niedawnej reformy systemu edukacji, jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia w tym obszarze. Przeładowana informacjami i egzaminami polska szkoła nie przygotowuje odpowiednio do radzenia sobie we współczesnej rzeczywistości, a tym bardziej przyszłości. Wydaje się nawet, że to pokolenia epoki przedcyfrowej – BB, X a nawet część Y – miały większe realne możliwości nabycia szeregu kompetencji psychospołecznych niż Z, CC i dzieci obecnie rozpoczynające edukację. Dostrzegają to już pracodawcy i rekruterzy. autor: Dorota Strzelec Psycholog, doradca zawodowy, interwent kryzysowy, coach, trener Przydatne źródła informacji: Partners in Life Skills Education – Conclusions from a United Nations Inter-Agency Meeting, Department of Mental Health World Health Organization, Geneva, WHO/MNH/MHP/ „Szkoła dla innowatora. Kształtowanie kompetencji proinnowacyjnych” – raport na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, 2018 Kształtowanie umiejętności życiowych – Barbara Woynarowska, Instytut Psychologii Zdrowia,
Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:46:24 Witam. Udzielałam się kilka razy na temat tego, że straciłam chłopaka, któremu nie zdążyłam wyznać miłości i mam ogromne poczucie winy, bo gdybyśmy zdążyli to by nie doszło do tego incydentu... dokładnie 1 września minęło pół roku od kiedy jego serce wyzbyło się rytmu... Ja sobie nie daje rady, czasami kiedy jestem bardo zajęta wtedy nie myślę o tym, ale nie ma dnia kiedy bym o nim nie pomyślała. Wciąż wyobrażam sobie, że do mnie przychodzi kładzie się obok mnie przytula, ja czuje jego zapach, albo jak bierze mnie na ręce ja upajam się jego zapachem i pocałunkami... przed oczami mam widok jego martwego sinego ciała, a później jego siedzącego w promieniach słońca patrzącego na mnie i uśmiechającego się ... to ostatni raz go widziałam.;-c . od tego czasu próbowałam sobie ułożyć życie...byłam z jego kolegą tzn. próbowałam strasznie mi go przypominał później zostawił mnie samą z tym wszystkim później był kolejny i praktycznie to samo dlatego nie odbieram związków jakichkolwiek na poważnie... czasami jest mi tak smutno, że nawet łzy nie cisną mi się do oczu tylko cholernie mnie boli w środku... nie mam pewności czy on jest przy mnie, czy spotkamy się jeszcze śnił mi się kilka razy ale ja go chcę na zawsze;-c co mam zrobić? ja nie daję sobie już rady.... Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:50:11 nie wiem co napisać... sama mam łzy w oczach jak to przecztałam Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:50:48 dlaczego na siłe szukasz milosci? jesli nie pogodzilas sie ze stratą to nie znajdziesz... tylko krzywdzisz innych. nie czuj sie winna niczemu. to ze nie powiedzialas KOCHAM wcale nie oznacza ze on nie czul twojej milosci. daj mu odejsc w spokoju. nie mozna plakac za zmarlym bo musi nosic ciezkie wiadra pelne twoich lez w niebie daj sobie czas Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:54:31 wspolczuj z całego serca !!! ale tak jak kolezanka napisala milosci na sile sie nie wybiera sama przyjdzie a kochanemu pozwol odejsc w spokoju.... on napewno bedzie szczeliwy jak i ty bedziesz szczesliwa bo masz go w sercu i to najwazniejsze zawsze bedzie z toba gdzies tam z daleka patrzyl ) Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:55:07 O Boże... współczuję Ci dziewczyno... nie wiem co Ci powiedzieć... aż mi się łezka zakręciła w oku Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:58:38 chciałabym tylko jego... boję się z kimś być boję się straty kolejnej.;-c kilka razy myślałam o śmierci bo czasami już nie mam siły na to wszystko... oddałabym każde jutro za dzisiaj z nim(( Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:58:50 omojboże... dziewczyno.. potrzebny Ci jakis specjalista... albo weź pogadaj o tym z kimś bliskim, wypłacz się... nie wiem co powiedzieć współczuje.... gdyby mój.. nawet nie wyobrażam sobie tego. strasznie mi Ciebie szkoda.... Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 14:59:53 jezu dostałam aż dreszczy :-( smutno mi i przykro,że los tak Cie jeszcze wiele czasu aż będziesz mogła ułozyc sobie życie z kims da się zapomnieć i zawsze będziesz miała go w swoim serduchu :-( Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 15:01:47 to smutne az lzy same cisna sie do oczu, mysle ze musisz sie z tym pogodzic , poprostu czas goi rany tylko potrzebujesz go bardzo duzo. uwierz cos o tym wiem. Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 15:04:10 z własnego doświadczenia wiem.. wiem co czujesz... 5 lat mi minęło 30,08 ... dalej nie wiem co mam z sobą robić ... napisz... Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 15:05:17 miałam taką sytuację około 5 lat temu ciężko było ale po upływie czasu pogodziłam się z tym Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 15:07:58 CytatCapoeirka to smutne az lzy same cisna sie do oczu, mysle ze musisz sie z tym pogodzic , poprostu czas goi rany tylko potrzebujesz go bardzo duzo. uwierz cos o tym wiem. Tak, myślę, że czas jakoś mnie przyzwyczai do tego, że on odszedł. Tyle że ja odeszłam razem z nim... któraś z was napisała żebym się komuś wypłakała... czasami tego potrzebuje jednak trochę się boję bo wtedy to wszystko wróci.... a czasami mam ochotę wybiec z domu rzucić się w deszcz płakać, krzyczeć... to tak cholernie boli, że słowa nie są w stanie tego opisać ... Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 15:12:35 to ja przeszlam przez troszke inna sytuacje. moj idealny mezczyzna, z ktorym sie dogadywalam bez slow, czulam sie kochana i sama kochałam bezgranicznie. zero kłótni, nieporozumien, czy jakis pretensji. wszyscy mowili ze jestesmy stworzeni dla siebie. po roku czasu wylaczyl telefon, wyjechal z miasta, zniknal. od tej pory nie mam z nim kontaktu. nie wiem co u niego a znajomi nie chca mi nic powiedziec. tzntwierdza ze nic nie wiedza choc wiem ze jest inaczej. czasem zdarzy mi sie ze zatrzymam sie w biegu codziennosci i pomysle o nim. chcialabym wiedziec co u niego czy ma kogos jak sobie ulozyl zycie lecz nie wiem nic. z czasem mija...choc na poczatku bylo ciezko bo zaczelam siebie obwiniac o to ze "uciekl". analizowalam kazdy dzien z nim, szukalam jakiegos powodu. jesli chodzi o innego faceta to mialam podobnie. niby zwiazek ale jednak myslalam o tym moim. czas czas czas...leczy rany. szukaj jakis zajec, postaw sobie za cel inwestowania w siebie...zebys w zyciu byla mocna, pewna siebie kobieta. zrob to dla niego on napewno czuwa nad Toba trzymam kciuki..lecz jesli to Cie przerasta warto isc do psychologa. Nie daję sobie rady. 03 wrz 2011 - 15:15:35 Nie wiem ile masz lat pewnie dużo więcej od mnie i na pewno życie znasz lepiej ... Bardzo mi przykro ale cóż Jego nie ma tu na Ziemi za to jest tam w Raju ... Tam nie doskwiera mu ból i reszta trudu codziennego życia . Nikt nie kazuje Ci o nim zapomnieć bo to przecież nie możliwe musisz po prostu się z tym pogodzić ... Co się stało to się nie odstanie ... Ty musisz żyć dalej dla Niego ... On smuci się teraz tam bo nie widzi Twojego szczęścia na Ziemi ... Dasz rade * powodzenia Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.
,,Wiecie niewiem co sie ze mna dzieje...najchetniej po pracy chodziłabym odrazu spać, nie chce żeby ktos do nas przychodził, nie ubieram sie jak kiedyś, teraz tylko tak żeby nikt mnie nie widział....nie rozmawiał ze mną....niekiedy łapie sie na tym że nie potrafie znaleśc odpowiedniego słowa jak mówię o czymś." itd. , itp.... Znam dobrze te uczucia Zajączku...cierpię z trochę innego powodu. myśl, że bardzo skrzywdzę dzieci trzyma mnie przy życiu. Walcz dla swojego dobra i syna, on niczemu nie jest winien, bardzo Cię potrzebuje... Wiem, że to ponad Twoje siły, ale walcz Zajączku...sama ze sobą...walcz...pokonaj ból, załamanie...powoli, drobnymi kroczkami, ale zrób to... Jestem na etapie nic nierobienia, nie mam pracy i beczę, beczę, nigdzie nie chodzę...itd... ale wiesz, kilka dni temu poszłam na od dawna odkładaną wizytę u stomatologa...wyszłam z gabinetu zadowolona, heh, wręcz uskrzydlona w duszy myślałam sobie: rany dokonałam tego, dokonałam, zrobiłam coś dla siebie...phi, ktoś powie, wielki tam wyczyn...tak...dla mnie to był wielki wyczyn...jeden z wielu, których chcę jeszcze dokonać, dla mnie i dla moich dzieci... Tak i Ty Zajączku...takimi drobnymi a zarazem wielkimi wyczynami walcz o swoje szczęście, nie pozwól się pokonać....
nie daje sobie rady w zyciu